Raport książkowy: „Pesymizm pełen nadziei” (Mara van der Lugt)
Czym jest nadzieja? Czy wiarą w lepszą przyszłość? Cieszę się że przeczytałem książkę „Pesymizm pełen nadziei” Mary van der Lugt. Jest to nowa książka, wydana w roku 2025, i pomogła mi lepiej zrozumieć mój pesymizm, moją nadzieję, oraz to co mnie tak właściwie prowadzi.
Ta książka pomogła mi wysłowić że pesymizm nie powinien być czymś wstydliwym. Mimo iż go często tak postrzegamy, nie musi być oznaką rezygnacji, a potrafi być nawet resultatem szczerości umysłu i odwagi. No i wcale nie musi prowadzić do bezczynu. Bo istnieje taki pesymizm który nawołuje do działania. I istnieje taka nadzieja, która potrafi przeżyć w najciemniejszych czeluściach rozpaczy.
Ten raport książkowy wyszedł długi, ale ta książka była dla mnie bardzo ważna. W pierwszej części przekazuję analizę autorki na temat konceptów takich jak nadzieja czy optymizm. W drugiej części rozwijam pytanie, co z tym zrobić dalej.

Część I: Przyjżyjmy się podstawom
Staram się tutaj streścić tok myśli który w tej książce do mnie premówił. Centralnym pytaniem jest: „Jeśli jestem przekonany o przyszłości raczej gorszej niż lepszej, czy to znaczy że nie mam nadziei i popadam w fatalizm?”
Czym jest optymizm/pesymizm?
Według autorki, pojęcia „pesymizm” i „optymizm” są związane z przyszłością. Mamy najczęściej na myśli radosne oczekiwanie na dalsze sukcesy, lepsze warunki, albo w drugim przypadku: smutne przygotowanie się na stratę lub porażkę. Może też chodzić o ogólne podejście do sytuacji, o to czy skupiamy się na stronach pozytywnych czy negatywnych. Pojęcia pojawiły się dopiero w osiemnastym wieku, i orygnialnie miały inne znaczenie - chodziło o filozoficzno-teologiczne przekonanie, czy świat stworzony w ostatecznym podrachunku jest raczej dobry, czy zły, i co to z kolei mówi o Stwórcy.
Z optymizmem kojarzymy pogodę ducha, wesołość, motywacje, a z optymizmem smutek i apatię. Te skojarzenia bywają jednak mylne. Albert Camus, wielki pesymista, był pełen motywacji i angażował się w politykę. Odwrotnie, można być zdania że przyszłośc będzie lepsza, i jednocześnie zawsze skupiać się na tym czego się wciąż nie ma („dostałem podwyżkę, ale sąsiad dostał większą”). A więc możliwe jest mnóstwo dyspozycji, nie tylko dwie alternatywy.
Czym jest nadzieja/rozpacz?
Możemy rozumieć nadzieję jako oczekiwanie jakiegoś dobra, oraz przekonanie że to dobro nie jest nam zagwarantowane, ale jednak jest możliwe: „mam w tym roku nadzieję na pozwyżkę pensji”. To co oczekujemy musi być „dobrem” - stwierdzenie „mam nadzieję że potknę się na schodach” nie ma sensu. Musi też być w jakiejś mierze możliwe - stwierdzenie „mam nadzieję za pięć sekund unieść się w powietrze jak ptak” też jest bezsensowne.
Rozpacz to według słownika języka polskiego PWN „uczucie bezsilności spowodowane zwątpieniem w coś lub nieszczęściem”. Może wydawać się przeciwieństwem nadziei, bo gdy stracimy nadzieję i „zwątpimy”, może pojawić się rozpacz. Jednak zauważmy że rozpacz jest przede wszystkim uczuciem. Nic nie stoi na przeszkodzie, abym czując się zrozpaczony, wciąż walczył o coś w co jeszcze wierzę. Rozpacz i nadzieja mogą w niektórych sytuacjach współistnieć.
Czy nadzieja jest dobra?
Niekoniecznie! Autorka przypomina że w tradycji stoicyzmu, nadzieja jest postrzegana jako rodzaj pożądania, a więc nie bez problemów. Grecki generał i historyk Tukidydes postrzegał nadzieję jako „poczucie o dwóch stronach”: z jednej strony nadzieja nas motywuje do działania, ale z drugiej może być zgubna jeśli jest nieokiełzana. Zwłaszcza w przypadku starań wojennych uznawał iż „nadzieja nie zastąpia strategii”. Warunkiem jest też czy to na co mamy nadzieję jest rzeczywiście dobre. Morderca też ma nadzieję na sukces, która jednak prowadzi go do złego czynu.
Oczywiście nadzieja jest też czymś bardzo dobrym. Dzięki nadziei wiele ludzi zdołało osiągnąć fantastyczne dzieła, lub wyjść z trudnych sytuacji. Dodam od siebie że nadzieja jest czymś wspólnym: podnosząc siebie nawzajem na duchu, na prawdę znajdujemy więcej siły w sobie niż byloby to inaczej możliwe.
Wymóg optymizmu, i jego koszt
Istnieje taka tendencja, ze generalnie preferuje się optymizm i nadzieję. Od konwersacyj przy stole kuchennym, po wywiady w mediach, przemówienia polityków, i nawet moje własne blogi, instnieje wszechobecna presja aby być optymistycznym, dawać nadzieję, i zakończyć na pozytywnej nucie. Stawiamy sobie takie oczekiwania bo chcemy być lubiani. Rozumiemy podświadomie że inni lubią słyszeć dobre nowiny, i że swoje odczucie przeniosą na nas. Taka motywacja jednak nie wystarczy, więc mówi się też o tym że nie chce się zostawiać ludzi z poczuciem beznadziei, bo to by doprowadziło do apatii i poddania się, do fatalizmu.
Takie typowe podejście potrafi jednak być brutalne. Przytłaczanie bólu kogoś kto stracił członka rodziny przesłanką żeby się nie smucił, byłoby reakcją bez współczucia. Tak samo gdy nakłąda się naukowcom i aktywistom wymóg aby przekazywali nadzieję, gdy mówią o rzeczywistości coraz cieplejszej ziemi, nakłada się im tylko kolejny ciężar na barki. Podjęcie się zgłębienia nauki związanej z klimatem i atmosferą to nie lada wyczyn. Zmierzenie się z negatywnymi emocjami które są efektem trzeźwego spojrzenia na sprawę, jest traumatyzujące. Wymóg ten jest też zdradliwy o tyle, o ile pozostawia odbiorców w postawie że „wszystko się i tak rozwiąże, więc nie muszę się angażować”.
Nadzieja w sytuacji beznadziejniej
Nasze nawyki względem nadziei służą nam w rzeczywistości którą znamy, ale mogą nas poprowadzić na manowce w nowych sytuacjach. Autorka zwraca uwagę na parę przykłądów historycznych gdzie ludzie byli w sytuacjach beznadziejnych, w celu urozmaicenia pojęcia „nadziei”.
Plemię Wron
Wódz plemiona Wron, Alaxchíia Ahú, którego imie znaczy „liczne osiągnięcia”, przeprowadził swoje plemie przez moment kulturalnej dezintegracji. Najazd białych ludzi w dziewiętnastym wieku był dla ludności rdzennej ameryki północnej czymś jeszcze innym niż przegranie wojny lub kataklizm naturalny. Był stratą ogółnej możności pojmowania swojego otoczenia. Dla nich tryb życia który znali od pokoleń, to była jedyna wyobrażalna rzeczywstość. Sens własnego życia odnosił się do rytmów ziemi na której przebywali, do migracji zwierzyny i walk z innymi plemionami. Jeśli biali ludzie wybili wszystkie bizony i przegnali ich plemie z ich ziemi, to czym w ogóle jest życie? Jak odnaleźć sens?
Alaxchíia Ahú prowadził swój lud ku drodze jakiegoś rodzaju odnalezienia się w kompletnie obcej rzeczywistości. Kierowany proroczą wizją z młodości, był przekonany że obcy ludzie zniszczą ich świat, ale jeśli będą szukać porozumienia, będą w stanie w jakiś sposób przetrwać. Ów wódz miał nadzieję, ale nie wiedział nawet na co, na pewno nie była to nadzieja na lepszą przyszłość ani na żadne zwycięstwo. Bez wątpienia musiał raz po raz czuć niewyobrażalną rozpacz oglądając jak świat naokoło niego zostaje rozebrany. On nie popadał w bezczyn, miał nadzieję, ale jego nadzieja nie byłą naiwna ani nawet konkretna - powiedziałbym że przypominałą może bardziej wiarę.
Getto Warszawskie
Inny przykład: w getcie Warszawskim, uwięzieni i umęczeni ludzie pochodzenia żydowskiego nie mieli szans wobec społeczeństwu które zdecydowało się ich zabić. Zbrojne siły Niemców z jednej strony, a w getcie, biedni, wygłodzeni ludzie czekający na zesłanie do obozu koncentracyjnego. Niemniej i ci ludzie organizowali powstania. Czy mieli nadzieję na zwycięstwo? Autorka, czytając dzienniki dowódców, potwierdza że byli w pełni świadomi że nie zdołają pokonać swojego ciemięzcy, że nie mają najmniejszych szans. Mimo to prowadziła ich jakaś nadzieja - nadzieja samego stawienia oporu. Taka nadzieja różni się od nadziei najczęściej przez nas rozumianej. Nie chodziło o materialne osiągnięcie sukcesu, ale raczej o zachowanie własnej godności poprzez zbrojny opór.
Te przykłady nie przekładają się identycznie na dzisiejszą sytuację, ale powinny służyć do namysłu. Jakie aspekty tych przykładów potrafisz odnieść do świata dzisiejszego?
Część II: Istnieje „pesymizmu pełen nadziei”
Po tym że pogłębiliśmy zrozumienie pojęć takich jak optymizm i rozpacz, i przyjżeliśmy się przykładom z historii, możemy przyjąć że pesymizm nie wyklucza nadziei, oraz że nadzieja nabiera różne kształty które mogą być odpowiednie do różnych sytuacji. A więc ktoś kto widzi przyszłość ponurą, nie powinien być od razu nawoływany do zmiany postawy i rzekomego powrotu do nadziei. Postawa pesymistyczna może być wręcz najbardziej szczera, i wbrew pozorom nieść w sobie prawdziwą nadzieję, bardziej stosowną do sytuacji, niż nadzieja “wymuszonego optymizmu”. Autorka przytacza różne przykłady myślicieli i osób historycznych, którzy poruszali ten sam temat na swoje sposoby:
Cornel West
Amerykański teolog i filozof Cornel West, gdy wspierał kandydata na prezydenta USA Baraka Obamę w roku 2008, grzecznie lecz stanowczo ostrzegał:
„Jest niejasne czy sobie poradzimy. Wcale nie jestem optymistą. Brat Barak Obama mówi że ma śmiałość mieć nadzieję. Ja mówię: Cóż, jaką cenę jesteś gotów zapłacić?”
Przesłanie „nadziei” spredaje się w polityce, ale potrafi tylko na tym pozostać, potrafi być popularną otoczką gry o władzę.
Viktor Frankl
W książce „człowiek w poszukiwaniu sensu” Viktor Frankl, psycholog który przeżył Auschwitz, też pisze o nadziei. Opisuje dolę różnych więżniów, wielu z nich poległo przez to że „nie mieli nadziei”. Ale przyglądając się jego opisom, autorka stwierdza że stratę cierpieli tak właściwie ci którzy postawili sobie nadzieję zbyt wysoko, na przykład przekonując się, że na pewno wrócą do domu na święta, i kiedy ta data minęła byli zdruzgotani. Mieli nadzieję, ale ta nadzieja była ugruntowana wyłącznie na jakichś pozytywnych faktach których oczekiwali. Gdy te fakty nie nadeszły, co pozostaje robić żeby uratować taką nadzieję? Odnosząc to do świata dzisiejszego, autorka komentuje że niejeden człowiek szuka nowych faktów byleby ją jakoś podratować. Dlatego też niektórzy nawołują że gazety powinny raportować więcej dobrych nowin, pozytywnych treści, żeby dać ludziom nadzieję.
Vaclav Havel
W roku 1985, Czeski autor i aktywista Vaclav Havel został zapytany czy widział „jakieś ziarnko nadziei w latach osiemdziesiątych”. Zastanowił się poważnie nad odpowiedzią. Czechosłowacja była wtedy pod totalitarną władzą, a on sam wyszedł właśnie z więzienia po czterech latach wyroku za swój aktywizm polityczny. Chciał postawić jasno, co ma na myśli kiedy mówi o „nadziei”. Przedstawił jej dwa rodzaje: Nadzieja jako „taki czy inny stan świata”, zorientowana na toku wydarzeń i obserwacji faktów, oraz nadzieja jako „stan umysłu”, ugruntowana w wewnętrznym przekonaniu żę „niektóre rzeczy mają sens, niezależnie od tego jak to wszystko pójdzie”. Havel mówiąc o nadziei miał na myśli to drugie: „Nadzieja to nie prognostykacja. To jest orientacja ducha, orientacja serca, przewyższa świat doczesny, jest zakotwiczona gdzieś poza nim.” Nie powinna polegać na pozytywnych znakach w świecie. Mówił dalej:
„Nadzieja, w głębokim i znaczącym sensie, to nie jest radość z tego żę sprawy się toczą pomyślnie, ani inwestycja w firmy które mają zrobić wielki sukces, ale raczej, umiejętność podjęcia się czegoś dlatego że jest to dobre, a nie bo ma dobrą prognozę sukcesu. Im bardziej beznadziejna sytuacja w której jednak okazujemy nadzieję, tym głebsza jest nasza nadzieja. Nadzieja z pewnością nie jest tym samym co optymizm. Nie jest przekonaniem że wszystko pójdzie dobrze, ale pewnością że coś ma sens, niezależnie od tego jak to się zakończy.”
Niebieska nadzieja
Na podstawie tych i innych zróżnicowanych przykłądów, autorka formułuje ideę „niebieskiej nadziei”, odróżnionej od „zielonej nadziei” która gruntuje się tylko na obserwacji faktów. Niebieska nadzieja za to znajduje wartość w determinacji, niezależnej od efektu.
Otwartość przyszłości
“Niebieską nadzieję” wyróżnia także uznanie otwartej przyszłości, fundamentalnie niepewnej - tak właściwie nie wiemy w stu procentach jaka będzie. Możemy w różnych chwilach być przekonani o różnych rzeczach, ale tak na prawde nie wiemy. Prypomnijmy sobie nadzieję Alaxchíia Ahú - silnej, wytrwałej, ale także nieokreślonej. Była to nadzieja na coś, nie wiadomo co, ale mimo wszystko pozostawała z nim gdy każdy normalny sposób postzegania świata zaginął. Niebieską nadzieję wyróżnia skupienie nie na tym jakie szanse ma dane przedsięwzięcie na sukces, ale czy jest godne starań.
Rowan Williams
Arcybiskup z Canterbury Rowan Williams powiedział kiedyś młodym aktywistom na rzecz środowiska:
„Może wam się nie udać powstrzymać katastrofy klimatycznej. To co możecie zrobić to żyć bardziej prawdziwe i szczerze już dzisiaj. I ciekawe jest to, że jeśli będziecie żyć prawdziwie i szczerze już dzisiaj, to prawdopodobnie lepiej się dołożycie do powstrzymania katastrofy klimatycznej. Innymi słowy, jeśli spojrzycie na to tylko jako praktyczny problem do rozwiązania, może was ogarnąć frustracja, rozczarowanie, nawet rozpacz. Jeśli spojrzycie na to jako coś co powinno naturalnie wypływać z waszych starań aby życ szczerze w świetle prawdy i rzeczywistości - w takim wypadku kto wie, co może być możliwe?”
Konkluzja
Krótko mówiąc: pozwólcie mi być pesymistą. Nie stracę nadziei, nie popadnę w bezczyn, bo moja nadzieja stoi na innym fundamencie. Wiedząc że nie może liczyć na sukces, poczuwa się o odpowiedialność starania się. Mam nadzieję że zrobię to co w mojej mocy. Że przez całą drogę będę robił to co słuszne, w sytuacjach w których życie mnie postawi. O taką nadzieję się modlę. I każdy może taką nadzieję krzepić, nadzieję jako wypracowaną cechę.
Taka właśnie nadzieja jest potrzebna nie tylko jednostkom ale całemu społeczeństwu, bo w czasach gdy surowce się kończą, będziemy chcieli zamknąć się w zamku i mieć wszystkich innych w dupie. Obecne porywy polityczne to dowodzą. Nie możemy już mieć nadziei na utrzymanie planety tak żyznej, stabilnej i bezpiecznej jaką była przez całą współczesną historię cywilizacji. Za to zawsze będziemy mogli mieć nadzieję nie pogorszyć sprawy jeszcze dalej, i nadzieje stawić czoło kataklizmom w duchu solidarności i wsparcia, miast barbaryzmu. Ale mamy tą nadzieję tylko jeśli o nią walczymy. Dlatego właśnie uprawiam aktywizm klimatyczny.