“Księga Hioba”
Żył w ziemi Uz człowiek o imieniu Hiob, doskonały i prawy, bogobojny i stroniący od zła.
Tak zaczyna się księga Hioba, tekst biblijny pełen emocji, paradoksów, i długich oracji. Jest to refleksja na temat zła doświadczonego przez człowieka prawego. Czy cierpenie jest karą za grzechy? Jeśli nie, czy jest konsekwencją naszych czynów?
Gdy mijam bezdomnego, część mnie myśli sobie “jakie szczęście że to nie ja. Mi to sie nie przydarzy, bo…” A tak rzeczywiscie to kazdemu sie moze przydarzyć! Stoimy wobec własnej bezsilnosci i śmiertelnosci. Od niechęci pozostania przy tej prawdzie rodzą się nieskończone bezsensowne toki myśli i pracy. Mimo jego prawości, Bóg zsyła na Hioba wielkie cierpienia, i to go przytłacza. Hiob nie rozumie co się dzieje. Zaczyna poważnie kwestionować swój obraz rzeczywistości, a także swój obraz Boga.
Hiob ma trzech przyjaciół: Elifaza, Bildada, i Sofara. Przychodzą oni gdy słyszą o cierpieniu Hioba, i siedzą z nim długo w milczeniu, „gdyż wiedzą że jego ból jest wielki”. Jednak gdy Hiob wreszcie wyraża co doświadcza, oni wymądrzają się nad nim. „Oj, musiałeś nagrzeszyć, bo Bóg by cię tak nie doświadzył. Przyznaj się!” - tak mniej więcej brzmią rozdziąły 4 do 31 tej księgi.
Hiob wydaje mi się cierniem w boku swojego społeczeństwa. Jego los rozbija ideę, że będzie dobrze jeśli tylko się postaramy. Rozbija obietnicę pięknej przyszłości. Przyjaciele Elifaz, Bildad, i Sofar nie potrafią się z tym zmierzyć, więc wylewają z siebię długi strumień wytłumaczeń.
Czytając, współczułem Hiobowi, i odnajdywałem się w jego pozycji. Bo mnie też dotknęła świadomość kruchości naszego sposobu życia. Nie ma na ziemi dość paliw kopalnianych żeby napędzać wieczny rozrost społeczeństw. Nie ma też dość metali żeby całą tą energię zastąpić „zieloną energią”. W związku z czym zbliża się koniec stanu rzeczy takim jak go teraz znamy. Przeraziło mnie to, zmusiło do działania, nic nie wydało mi się ważniejsze.
Co powinien czynić człowiek prawy? Hiob nie wie. Po rozprawach Elifaza, Bildada, i Sofara odzywa się jeszcze Elihu, który jest młodszy. W przeciwieństwie do innych, Hiob nie ma odpowiedzi na jego mowę.
Pan w końcu „odzywa się do Hioba wśród burzy”. Wypowiedź Pana jest kompletnie inna niż wszystko co było dotąd powiedziane. O ile poprzedni mówcy rozumują, Pan zwraca uwagę na to co jest. „Gdzie byłeś kiedy zakładałem ziemię, powiedz jeśli potrafisz?” Przez cztery długie rozdziały Bóg wylicza Hiobowi różnorodnośc i piękno świata który stworzył, i poprzez każdy element stworzenia przypomina o Swojej wielkości. Bóg pyta o poranną zorzę, o źródła morza, i bramy krainy śmierci. Pyta o spichlerze śniegu, grzmiące chmury, deszcz, krople rosy, i lód. O lwicę i o górskie kozice, o poród łani i o dzikiego osła. Bóg opisuję swoje stworzenie z przejmującym zamiłowaniem i w najdrobniejszych szczegółach. Na przykład:
„Czy to ty dałeś rumakowi siłę, a jego kark okryłeś grzywą? Czy to ty sprawiłeś że skacze jak szarańcza, a jego głośne rżenie budzi trwogę? Rozbija kopytami twardą ziemię, cieszy się swą siłą i pędzi do boju. Wyszydza lęk, niczego się nie boi, nie cofa się przed mieczem. Kołczan pobrzękuje na nim, błyszczy włócznia i oszczep. Drzy z podniecenia, liże ziemię, gdy trąba daje sygnał, nie da się powstrzymać. Kiedy rozbrzmiewa trąba, rży ”Iha! iha! iha!„ Z daleka wyczuwa bitwę, krzyk książąt, wrzawę walczących.”

Odnoszę wrażenie jakbym słuchał dumnego dziadka, który wyciąga z portfela po kolei zdjęcie każdego swojego wnuka, i wylicza ich osiągnięcia i wyjątkowe cechy.
Co może przekazać mi mowa Boga? Czego wciąż nie rozumiem? Muszę zakończyć ten tekst w misterium, choć jeszcze wiele myśli krąży mi po głowie.